czwartek, 4 grudnia 2008

36. Dopóki KULT gra, moja młodość trwa


video

Nigdy nie sądziłem, że kiedyś stanie się tak, że będę fanem jednego zespołu. Zawsze podobały mi się różne rodzaje muzyki, różni wykonawcy, nigdy nie zamykałem się na jakiś konkretny nurt czy na jednego artystę. Lubię różnorodność, byłem i nadal jestem do wszystkiego w życiu zdystansowany.

Jednak w pewnym momencie mojego życia stało się tak, (nie pamiętam dokładnie kiedy to było, myślę że chyba narastało od czasów studenckich), że z tej mozaiki wyłonił się pewien konkret. Zawsze w każdym zespole, utworze, artyście czegoś mi brakowało albo z czymś się nie identyfikowałem. Muzyka była kiepska albo była dobra ale teksty nie niosły ze sobą niczego sensownego, mądrego. Z wyjątkiem muzyki z kręgu krainy łagodności którą cenię i lubię jako turysta górski. WGB, SDM - to jest to (od czasu do czasu).

ALe KULT jest dla mnie fenomenem. A raczej Kazik. Mężczyzna nie pierwszej już młodości, na koncertach i ogólnie w życiu zachowuje się tak, jakby wciąż miał dwadzieścia kilka lat. Z drugiej strony ma żonę, dwójkę dzieci i mieszkanie na... Teneryfie (oprócz tego na Mokotowie). A więc żyje dojrzale i świadomie. Stworzył kilka projektów muzycznych, jest nieustannie aktywny: tworzy, koncertuje, pisze artykuły, felietony i książki. Unika mediów. Czasem tylko pojawi się w TVP Kultura albo radiowej Trójce. Ma prosty sposób na swego rodzaju anarchistyczny bunt, polegający na poszukiwaniu poczucia absolutnej wolności: jest zdystansowany, ciągle poszukujący, pełen energii i wiecznie młody.
Czyż nie jest to dobry materiał na swego rodzaju idola?

Każdy koncert KULT-u trwa prawie 3 godziny (setlista ma zawsze 30 utworów+ 4 "żelazne" bisy). Kazik zachowuje się tak, jakby każdy koncert był pierwszym koncertem w jego życiu a przecież występuje od ponad 20 lat! Zawsze przepełniony pozytywną energią, niezmordowany, przeżywający każdy długi występ na nowo, w sobie tylko znany sposób.


Czy ja za kilkanaście lat będę tak przepełniony energią i niezmordowany jak Kazik? Czy nie dopadnie mnie wypalenie zawodowe, znudzenie tym co robię, wrażenie że nie jestem już potrzebny, że moje metody pracy są złe, nudne, przestarzałe, schematyczne, że idealny nauczyciel ani idealny uczeń nie istnieje, że żyłem a raczej pracowałem opierając się na ideałach które tak naprawdę nigdy nie zostały spełnione a które istniały tylko w moim duchowym trochę idealistycznym wnętrzu?

Mam nadzieję że nie. Gdy patrzę na aktywność życiową Kazika Staszewskiego utwierdzam się w przekonaniu że tak wcale nie musi się stać, że można zawsze żyć pełnią sił, być szczęśliwym i uśmiechać się do ludzi będąc wewnętrznie spełnionym...