niedziela, 25 października 2009

Sąsiedzkie świętowanie

Mój sąsiad z dzielnicy wczorajszą niby zwykłą sobotę przemienił w dzień świąteczny. Sąsiad jest niby zwykłym człowiekiem a jednak niezwykłym. Ten cichy i skromny człowiek ma zwyczaj uroczystego świętowania przy uroczyście zastawionym stole różnych okazji, na przykład urodzin, imienin czy też, tak jak to było wczoraj, obronienia pracy doktorskiej.
Nie robi tego sam. Kultywuje on wspaniałą tradycję, piękny zwyczaj świętowania nie tylko z rodziną ale i z przyjaciółmi, z osobami dla niego ważnymi. Dzieli się więc swoją radością zapraszając te bliskie osoby i spędzając z nimi czas, dużo czasu, stwarzając ku temu uroczystą, odświętną, pełną ciepła i spokoju, radosną, rodzinną atmosferę.
Żadnego pośpiechu. Za to długie rozmowy, ciekawe dyskusje i tematy. A to wszystko przy pięknie nakrytym stole który łączy wszystkich.

Piszę o tym, bo w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie są zabiegani, zajęci, zapracowani, zarabiają pieniądze, spłacają kredyty albo oszczędzają, jeżdżą do Egiptów albo na Majorkę czy na inne last minute, okazuje się, że często brakuje czasu na coś niby zwykłego a jednak najważniejszego. Na sobotnie czy też niedzielne świętowanie, bycie z rodziną, osobami bliskimi, przyjaciółmi. Bez pośpiechu, telefonów, stresów, nerwów.

To, w jaki sposób podchodzi do tej kwestii mój zacny sąsiad jest godne naśladowania. Człowiek zwykły a jednak niezwykły. Imponuje mi jego uporządkowanie, poukładanie wszystkich spraw w pewną hierarchię w której wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Można się od niego uczyć i w czyn zamieniać. Sąsiedzie - pozdrawiam!