wtorek, 2 lutego 2010

Erasmusi

Pierwszy semestr roku akademickiego 2009/2010 który właśnie się zakończył był dla mnie nieco inny. Pojawiła się pewna nowość. Na niektóre "moje" zajęcia zapisali się Erasmusi czyli studenci cudzoziemscy przebywający w Polsce zwykle na półrocznym stypendium. Dotychczas wiedziałem tylko że są, że jest ich dużo i że zapewne głównie imprezują. Kilka dni temu zresztą o pewnym Hiszpanie tutaj pisałem.

Erasmusi sprawili że, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu, poziom prowadzonych przeze mnie zajęć bardzo się podniósł. Tak to jest gdy w ciągu półtorej godziny każde słowo, zdanie, opis, dowcip, uwaga, każda reakcja wykładowcy muszą zostać wyrażone w języku obcym, w języku kórego uczy. Nie mówiąc już o treści merytorycznej zajęć. Fonetyka, ortografia, leksyka, morfologia, składnia - mówiąc i objaśniając to wszystko nie mogłem użyć ani jednego słowa po polsku. Wszystko po hiszpańsku.
Okazuje się, że wyszło chyba wcale nie tak źle, bo studenci wydają się być zadowoleni, o dziwo także z bardzo szybkiego tempa nauki jakie narzuciłem. Z kolei Erasmusi okazali się być osobami które nie tylko imprezują ale też uczą się, wstają regularnie na zajęcia zaczynające się nawet o 7.30 rano a gdy trzeba stawiają się równie punktualnie na dodatkowe konsultacje, zaliczenia itp.

Tak więc jestem bardzo pozytywnie zaskoczony postawą Erasmusów i jednocześnie bardzo szczęśliwy, że dane mi jest już kolejny rok pracować na uczelniach. Wiem, że ciągle bardzo wiele pracy przede mną nad udoskonalaniem zajęć ale z drugiej strony wiem też, że przygotowując i prowadząc je daję z siebie wszystko i byłem niezmiernie szczęśliwy słysząc słowa docenienia kilka dni temu przy okazji wpisów. Lepszej nagrody ani lepszej motywacji na nowy semestr nie ma.