wtorek, 9 lutego 2010

Ferie 1

Korzystając z dni wolnych wynikających z ferii studenckich, znów zabrałem się ostro za doktorat. Pracę nad nim zacząłem już dobrych kilka lat temu ale ją przerwałem. Czy tego żałuję? Nie. W życiu dokonujemy wyborów. Możemy zdecydować: albo pracujemy, zarabiamy, stabilizujemy się finansowo a po pracy żyjemy pełnią życia albo po części rezygnujemy z dóbr materialnych i towarzyskiego modus vivendi aby spędzić dużo czasu nad robieniem czegoś, co... (tak było w moim przypadku) w danym momencie nie przynosi nam stricte widocznych zysków które znacząco by nam pomogły. Jest jeszcze jedna opcja na którą decyduje się wielu: praca-praca w dzień, a po pracy ta druga praca, intelektualna, np. nad doktoratem. Ja z pisania doktoratu wtedy, kilka lat temu, zrezygnowałem. Wybrałem pracę-pracę a poza nią wiele rzeczy na które miałem dużo czasu a których nie żałuję. Nie żałuję niezliczonych wyjazdów w góry, majówek na Ukrainie czy w Rumunii, corocznego czerwca w Hiszpanii ani długiego lata na podlaskiej wsi, hucznych imprez ze znajomymi, koncertów KULT-u , ognisk na Roztoczu, sylwestrów w górach, balang nad jeziorem, długich weekendowych wieczorów "na mieście" ani codziennych, popołudniowych wypadów rowerowych z małżonką od wiosny aż po jesień.

Na wszystko w życiu jest czas. Ale tak jak owoc wszystko musi dojrzeć, bo jeśli zerwiemy coś za szybko, to może się to okazać jeszcze zbyt twarde, zbyt zielone. Po prostu nie do ugryzienia.
Teraz sprawa doktoratu dojrzała. Od jesieni znów regularnie uczęszczam na seminarium, zbieram materiały i piszę wieczorami. Praca, która kiedyś szła z oporami, z mozołem, bez przekonania, jak po grudzie, teraz idzie sprawnie a pojawiające się na coraz bliższym horyzoncie wymierne zyski dają dodatkową motywację do twórczego działania.


Ps. ten wpis dedykuję wszystkim tym, którzy rzucili doktorat z założeniem że być może kiedyś do niego powrócą :)