niedziela, 16 maja 2010

Quattro

Mam taki zwyczaj w tym roku, że co tydzień spożywam posiłek w barze Quattro, znajdującym się na lubelskim miasteczku akademickim. Zawsze biorę "to co zwykle" czyli sałatkę numer pięć - z szynką i octem balsamicznym którą niezmiernie polecam. Ostatnio natomiast przerzuciłem się na pizzę americanę z dodatkowym sosem pomidorowym. Czasem a nawet dość często towarzyszy mi hiszpanka Ruth która kończy zajęcia na UMCS i biegnie tam gdzie ja czyli na KUL.
W dobiegającym właśnie końca tygodniu zauważyłem jedną rzecz. Mianowicie we wtorek siedziałem w Quattro zwyczajową południową porą (tą razą z niejakim Krupą Michaelem, największym lubelskim znawcą cygar i konserwatyzmu amerykańskiego) ale także porą wieczorową (m.in. z pewnym profesorem z Hiszpanii którego wykładu wysłuchałem chwilę wcześniej w jednej z sal Collegium JPII). Wszystko byłoby cacy gdyby nie fakt, że zaglądałem do Quatrro już następnego dnia około godziny ósmej rano. Niestety było jeszcze zamknięte.
Ciągnie wilka do lasu. Czyżby zwiększąjaca się frekwencja mojej bytności w barze Quattro była znakiem że wielkimi krokami zbliżają się wakacje? :)