wtorek, 14 września 2010

14 września 2010

Skończyło się lato. Wraz z końcem sierpnia przyszedł chłód i słota. Grube, ciemne deszczowe chmury spowiły błękitne dotąd niebo a słońce wyszło zza nich dopiero teraz, w połowie września, po dwóch tygodniach nieobecności. Mocnym akcentem zaczęła jesień ale zapewne nadejdą jeszcze piękne dni pełne spacerów, jak co roku, po parku usłanym żółtymi, pomarańczowymi i czerwonymi liśćmi, w którym drzewa ubrane w pastele a pod nimi w zielonej jeszcze i bujnej trawie leżą kasztany.

Jakie było to lato? Na pewno dobre. Trochę w mieście, trochę na wsi. Głównie w Polsce ale też i w Hiszpanii, jak tradycja świecka nakazuje od lat siedmiu. Były też i góry i jeziora, i wypady nad zalew i do Kijan. Piękne było to lato i gorące. Pełne wypoczynku, spacerów, rowerowania, spania do południa i nic nie robienia. Były za to książki a czasem i nie myślenie o niczym. Zanurzenie w błogiej teraźniejszości. Radość chwili obecnej. Wakacje totalne. Nagroda za 10 miesięcy ciężkiej pracy.

A teraz już wrzesień. I już jego połowa minęła. Czas szybko leci. Jeszcze tylko 9,5 miesiąca i... :)