wtorek, 27 września 2011

Pan od malin

Codziennie porą wczesno-popołudniową kupuję maliny u starszego pana który sprzedaje je zawsze w tym samym miejscu czyli między kioskiem a kolekturą lotto na moim osiedlu. Maliny są świeże ponieważ pochodzą z rannego zbioru. Cena też jest bardzo atrakcyjna. Pan, który swoim malutkim samochodem osobowym przywozi w małym bagażniku co najwyżej kilkanaście łubianek jednego dnia, ma jednak często problemy z ich sprzedażą. Dlatego zawsze bardzo mnie wypatruje bo wie, że jestem pewnym kupcem. Po krótkich namowach szybko wybieram najładniej prezentującą się łubiankę czyli "może po prostu jak zawsze pierwszą z brzegu", płacę i maliny są moje. Następnie pan ostrożnie pomaga mi włożyć łubiankę do małego woreczka żeby było jak nieść i tak mija ten bardzo krótki lecz sympatyczny i nieodłączny moment dnia codziennego.

Kilka dni temu wracałem z pracy trochę później niż zwykle i trochę zdziwiłem się gdy zobaczyłem "pana od malin" którego o tej porze powinno już nie być. Zapytałem go, dlaczego nie sprzedał jeszcze wszystkich malin. Pan odpowiedział: "Była tutaj niedawno taka jedna pani która chciała kupić wszystkie łubianki ale odmówiłem jej bo wtedy nie starczyłoby dla pana ani dla innych stałych klientów."